W dalekim roku 1979 świat był pełen poważnych wydarzeń politycznych, gospodarczych i kulturalnych.

I na tym kolorowym tle radzieckiego Lwowa, na jednej z najstarszych ulic – Ormiańskiej, w budynku pod Nr 19 (w czasie Polski tutaj pracował mistrz biżuterii Bader), została otworzona kawiarnia, która stała się kultową. Bez względu na to, że „Wirmenka” była słynna dzięki najsmaczniejszej kawie, ona stała się miejscem, w którym zbierały się „Dzieci kwiatów”.

Nowość o miejscu spotkania hipisów szerzyła się Związkiem Radzieckim! Tutaj przyjeżdżali nieformale, pacyfiści, artyści, aktorzy, muzycy rockowi z Moskwy, Leningradu, Wilna, Tallina i pod. Tu wymieniali się samwydawem, czytali zabronionych Sołżenicyna, Bułhakowa, słuchali zabronionego rocku… „Wydarzały się dni, kiedy w kawiarni tłumiło się około setki ludzi, oraz na ulicy również był niesamowity tłum, - przypomina Alik Olisiewicz, i porównuje ją z wybitnym petersburskim „Sajgonem”.

W „Wirmence” było tylko 7 stołów, więc kolejka za kawą stała aż na ulicy. Właśnie tu pojawiła się tradycja wychodzić z kawą na ulicę, siedzieć na bruku,  w wejściach do budynków. A w Związku Radzieckim to było zabroniono, i często milicja tropiła gości. W takie chwili ich ratowały kelnerki „Wirmenki” pani Zofia i pani Nadia, wyprowadzając na ulicę przez tylne drzwi w podwórko.

„Wirmenkę” często wspominano w pracach wielu autorzy. Więc, znany pisarz Jurij Wynnyczuk pisał: „We Lwowie uważano, że najlepszą kawę gotowano na Ormiańskiej i w „Nektarze” przy ulicy Saksahanskiego. Dlatego cała kawowa elita w ciągu dnia chodziła tylko dotąd. Na Ormiańskiej zbierali się hipisi, w „Nektarze” – aktorzy, rozmaita inteligencja. Zbierali się oni w określonych godzinach – każde towarzystwo w innych, a kawa była tylko pretekstem do takich spotkań…”

 

>

>

>